Media o nas


Uzależnieni od biegania

Biegali wszyscy, nawet ci, którzy na co dzień za sportem nie przepadają. Na trasy biegów wyruszyli mieszkańcy całego regionu, od Łęcznej, Lubartowa i Nałęczowa po Chełm i Krasnystaw. Biegali też wychowankowie NMOW w Rejowcu.

Uzależnieni od biegania

Początek kampanii „Biegi Caritas” rozpoczęli wolontariusze lubelskiej Caritas wraz z zawodnikami Górnika Łęczna, którzy wczoraj pokonali zespół z Kielc i zdobyli kolejne punkty w tabeli ekstraklasy. Rozgrzewka na placu zamkowym w Lublinie zrobiła swoje. Zwłaszcza jeśli akcję popierają gwiazdy ekstraklasy. Był to dobry impuls do tego by zarazić bieganiem, a w zasadzie, żeby pomagać biegając.

Biegi Caritas odbyły się w tym roku w kilku miastach archidiecezji lubelskiej. – Jestem zarażony bieganiem, dlatego biegam, gdzie mogę. A jeżeli mogę wesprzeć dodatkowo potrzebujące osoby, albo przyczynić się do rozwoju potrzebnej inwestycji Caritas, jak ta w Krasnymstawie, to dodatkowo jestem zadowolony – tłumaczy Bartłomiej.

Z kolei na trasie biegu w Chełmie nie mogło zabraknąć wychowanków Niepublicznego Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Rejowcu. Społeczność ośrodka często angażuje się w różne działania społeczne i charytatywne. W Chełmie pobiegli m.in.: Adam Michalski, Hubert Nikołajuk i Rafał Szetela. Wychowawcy i opiekunowie zapowiadają, że za rok ponownie zjawią się wraz z podopiecznymi na trasie biegu. Można powiedzieć, że Rejowiec miał silną drużynę na trasie chełmskiego biegu.

Kampania Biegi Caritas zorganizowana została w archidiecezji lubelskiej już po raz kolejny. Jak co roku ma ona na celu zebranie pieniędzy na rzecz funduszu Caritas Dzieciom, który stale zabezpiecza potrzeby najmłodszych podopiecznych, finansując wyprawki szkolne, dożywianie w szkołach, stypendia socjalne i naukowe, wypoczynek letni oraz zimowy, a także operacje i rehabilitacje.

Finał tegorocznych Biegów Caritas odbył się w Lublinie. Mimo deszczu na starcie stanęli zarówno uczestnicy Pierwszej Dychy do Maratonu, którzy mogli przebiec swój dystans w ramach biegu sponsorowanego jak i ci, którzy zdecydowali się przebiec zaplanowane przez Caritas 2,5 km ulicami Starego Miasta.

Tekst z "Gość Lubelski" data publikacji 22-09-2015r. link: http://lublin.gosc.pl/doc/2717130.Uzaleznieni-od-biegania

Można naprawić błędy młodości

- Nie chodziłem do szkoły. Potem przyszło pismo z sądu. Dostałem też kuratora. Gdy zobaczyłem skierowanie do ośrodka wychowawczego, nie chciałem tam iść, ukrywałem się przed policją kilka miesięcy. Nikt z bliskich nie wiedział, gdzie wtedy byłem - opowiada Mikołaj.

Ośrodek wychowawczy w Rejowcu to szczególne miejsce przywracania godności i odpowiedzialności KS. RAFAŁ PASTWA /FOTO GOŚĆOśrodek wychowawczy w Rejowcu to szczególne miejsce przywracania godności i odpowiedzialnościUlica Przemysłowa w Rejowcu wygląda jakby zatrzymał się czas. Wdziera się pomiędzy pola i zabudowania oraz drobne warsztaty. Zwieńcza ją pałacyk Ossolińskich, którego nazwa i historia budzi zdziwienie przyjezdnych, bo każdy jest przekonany, że mieszkał w nim Mikołaj Rej.

Jednak największym zaskoczeniem na tej ulicy jest nowoczesny budynek, barwny i rozległy, w którym dokonuje się proces naprawy młodych ludzi, a w zasadzie próba ponownego przystosowania ich do życia w społeczeństwie.

Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy w Rejowcu to połączenie szkoły, poradni specjalistycznych oraz domu.

Młodzież, która tu trafia z terenu całej Polski, pochodzi z różnych rodzin, zarówno zamożnych jak i biednych, pełnych miłości i takich, gdzie miłości brak. Dlatego rolą dojrzałego społeczeństwa jest docenić istnienie takich ośrodków, jak ten w Rejowcu i ich pracowników. Jednak największym zadaniem jest świadomość, że wszystko można zacząć na nowo, bo przecież każdy z nas uczy się na błędach.

Mikołaj jest gimnazjalistą. Opowiadając swoją historię, czasami się uśmiecha. Bardzo lubi sport, gra w piłkę, a ostatnio zajął miejsce na podium w zawodach w wyciskaniu sztangi. Trenerką, a jednocześnie wychowawczynią, która umożliwia mu realizowanie pasji, jest Sylwia Sowa.

– Jestem z Lublina. Trafiłem tu bo nie chciałem chodzić do szkoły. Rozdzielono naszą klasę z podstawówki, więc spotykaliśmy z kolegami w domu i graliśmy na konsoli, zamiast iść do szkoły. Dopiero na wywiadówce wyszło, że nie chodziłem do szkoły. Potem przyszło pismo z sądu. Dostałem też kuratora. Gdy przyszło skierowanie do ośrodka wychowawczego, nie chciałem tam iść, ukrywałem się nawet przed policją. Nikt z bliskich nie wiedział, gdzie byłem wtedy. W chwili gdy dowiedziałem się, że odwołano moje skierowanie do ośrodka wychowawczego, wróciłem na święta Bożego Narodzenia do domu. Już w nowym roku przyszło wezwanie do kolejnego ośrodka wychowawczego, tym razem do Rejowca. Postanowiłem, że się zgłoszę – opowiada Mikołaj.

- Nie chodziłem do szkoły. Potem przyszło pismo z sądu. Dostałem też kuratora. Gdy zobaczyłem skierowanie do ośrodka wychowawczego, nie chciałem tam iść, ukrywałem się przed policją kilka miesięcy. Nikt z bliskich nie wiedział, gdzie wtedy byłem - opowiada Mikołaj.

Każdy potrzebuje ciepła i akceptacji KS. RAFAŁ PASTWA /FOTO GOŚĆKażdy potrzebuje ciepła i akceptacjiW ośrodku wychowawczym w Rejowcu od roku mieszka również Paulina. Ma 16 lat i pochodzi z województwa podkarpackiego. – Nie chodziłam do szkoły, bo koleżanki wagarowały, a ja byłam bardzo wpływowa i uległa. Rodzice się dowiedzieli od nauczycieli. Stracili do mnie zaufanie, tym bardziej, że rodzeństwo zachowywało się poprawnie – opowiada Paulina.

Do końca nie wierzyła, że trafi do ośrodka wychowawczego, bała się przekroczyć mury instytucji, której nie znała. Rzeczywistość jednak okazała się dużo łatwiejsza niż w jej wyobrażeniu.

– W naszym ośrodku wychowawczym znajduje się młodzież na mocy postanowienia sądu – wyjaśnia Monika Tofil, dyrektor Niepublicznego Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Rejowcu. Niektórzy podopieczni trafili tu z domów dziecka, są też dzieci z rodzin niepełnych, ale i pełnych, a w dodatku bardzo dobrze sytuowanych.

– Pierwszym podstawowym błędem naszych podopiecznych było to, że nie chodzili do szkoły, a wiadomo, że jest obowiązek szkolny. Rodzice nie byli w stanie wyegzekwować zmiany zachowania swoich dzieci, pojawiły się w niektórych przypadkach dodatkowo drobne wykroczenia albo złamanie prawa. Gdy nawet nadzór kuratora jest niewystarczający to taki młody człowiek trafia do ośrodka wychowawczego, bo tu jest możliwość ukończenia szkoły. Zdarza się również, że trafia do nas młodzież uzależniona lub po uzależnieniach. Dlatego mamy odpowiednią kadrę w postaci psychologa, pedagoga i terapeuty – wyjaśnia.

Znajomi pani Sylwii, pytają czy się nie boi pracować w ośrodku. Niestety w społeczeństwie utrwalił się stereotyp, że ośrodek wychowawczy to miejsce, które należy omijać szerokim łukiem. Ponadto nieznajomość tematu przyczynia się w niektórych środowiskach do utrwalania niepotrzebnych postaw lęku czy nieufności wobec ośrodka w Rejowcu. Należy dodać, że dużą krzywdę podopiecznym, kadrze wychowawców i dyrekcji - niejednokrotnie uczynili niekompetentni lokalni dziennikarze, określając miejsce mianem poprawczaka.

Zdaniem Moniki Tofil niektóre przepisy administracyjne i prawne są jednak wadliwe i mało praktyczne w tej materii. – Jeżeli podopieczny kończy 18 lat to musi opuścić ośrodek. Trzeba się zastanowić dokąd wracają ci młodzi ludzie. Często jest to dokładnie to samo środowisko, w którym wpadli w kłopoty. Jeżeli nie ma dalej współpracy z rodziną, troski ze strony najbliższych - to cały trud wychowawczy może pójść na marne – konkluduje pani dyrektor.

Autor artykułu: ks. Rafał Pastwa   Tekst z "Gość Lubelski"  18-09-2015 r. link: http://lublin.gosc.pl/doc/2707864.Mozna-naprawic-bledy-mlodosci

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL